Czy logo powinno być dosłowne? To pytanie, które warto sobie zadać, zanim zlecisz projektowanie znaku. Szczególnie na początku działalności łatwo sięgnąć po bezpieczne, dosłowne rozwiązania – takie, które mają „od razu pokazywać, o co chodzi”. Dietetyk? Jabłko. Fotograf? Aparat. Coach? Serce albo skrzydła.
Brzmi znajomo? To bardziej przypomina tworzenie rebusu niż logo, które wspiera rozwój marki i jest jednym z głównych elementów wizerunku.
W tym wpisie pokażę Ci, dlaczego dosłowność w logo może zaszkodzić Twojej marce – i jak podejść do logo, niezależnie od tego, czy zamierzasz stworzyć je samodzielnie, czy poszukać wykonawcy. Pomówimy o budowaniu marki, a nie o ilustrowaniu oferty.
Czym jest dosłowne logo?
Dosłowne logo to znak graficzny, który wprost pokazuje, czym zajmuje się firma. Opiera się na wizualnym przedstawieniu branży, usługi lub zawodu. Jest jak ilustracja, nie metafora
Przykłady dosłownych logo:
| Branża | Dosłowny znak | Uwagi |
|---|---|---|
| Dietetyk | Jabłko, marchewka, widelec | Trudno się wyróżnić, wszystko już było |
| Fotograf | Aparat, migawka | Cliché, najczęściej kopiowane |
| Copywriter | Pórko, kartka, klawiatura | Ograne, nie zapada w pamięć |
| Coach / mentor | Serce, skrzydła, sylwetka | Generyczne, przewidywalne |
Czym jest NIE-DOSŁOWNE logo?
- To znak, który nabiera znaczenia przez kontekst komunikacji marki
- To element, który może być abstrakcyjny, ale dzięki spójnej narracji staje się rozpoznawalny
- To wizualny punkt zaczepienia, który działa na odbiorców, nawet jeśli nie wskazuje wprost na branżę
- To logo, które nie tłumaczy, ale wywołuje emocje lub refleksję
Czy logo powinno być dosłowne? Nie – i oto dlaczego
To pytanie zaskakująco rzadko zadają sobie soloprzedsiębiorcy i właściciele małych marek. W praktyce obserwuję ogromne skupienie na jednym: żeby klient na pewno „wiedział, o co chodzi”. I nic dziwnego – dosłowność wydaje się bezpieczna, zrozumiała, szybka do zakomunikowania. Ale… właśnie tu zaczynają się pułapki.
Najczęstsze błędy? Logo jako streszczenie oferty. Symbol branżowy jako podstawa znaku. Znaki: liść (bo zdrowie), piórko (bo piszesz), serce (bo empatia). Te symbole sprawiają, że przekaz Twojej marki się rozmywa. Wyglądasz jak większość marek w tej branży. I klient tak właśnie podświadomie Cię odbiera.
Chcąc znaleźć dietetyka, który „miał zielony liść w logo”, prawdopodobieństwo, że klient rozpozna Cię w gąszczu innych liści, jest znikome. Widział to już gdzieś. Albo coś bardzo podobnego.
Gdy robisz logo, które musi być zrozumiane przez wszystkich bez kontekstu, tworzysz znak, który nic nie znaczy. Bo znaczenie powinno powstać w głowie odbiorcy i w kontekście Twojej marki, nie w samej ikonie.
A do tego – trudno dziś o naprawdę unikalny znak. Generyczne symbole są nie tylko przewidywalne, ale też nie do zastrzeżenia – nie przejdą przez urząd patentowy, bo są zbyt ogólne.
Chcesz marchewkę w logo? Ok, ale najpierw posłuchaj:
Jeśli jesteś dietetykiem, to pewnie pomyślałeś o jabłku, marchewce, awokado, liściu albo widelcu. Ale zanim wkleisz któryś z tych symboli do logo – rzuć okiem na liczby:
- według WorldAgroforestry.org: na świecie istnieje ok. 1100 gatunków warzyw i 1250 gatunków owoców
- według MachinaEdukacyjna.pl: w Polsce pracuje ok. 10 000 dietetyków,
- według Kierunki-Studiow.info: co roku ok. 2000 osób kończy kierunek dietetyka na uczelniach wyższych
Do rankingu nie zostały wliczone osoby bez formalnego wykształcenia, czyli trenerzy zdrowia, coachowie żywienia itd. Łatwo więc policzyć, że dostępne warzywa i owoce już dawno się skończyły. Jeśli nawiążemy do innych symboli związanych ze zdrowiem, statystyki są jeszcze “smutniejsze”, ponieważ osób wykonujących zawody medyczne jest znacznie więcej i co roku ich przybywa.
Biorąc pod uwagę, że logo musi być proste, rozpoznawalne i czytelne w każdym formacie, nikt nie zauważy, czy masz platana czy banana. Więc rzeczywista ilość symboli żywieniowych możliwych do wykorzystania w logo jest znacznie bardziej ograniczona.
Więc jeśli wszyscy sięgają po te same obrazki, to jak chcesz się wyróżnić?
Dosłowność to nie droga do wyróżnienia się. Nie chcesz być kolejnym jabłkiem w skrzynce innych jabłek, bo prawdopodobieństwo, że potencjalny klient wybierze Ciebie, jest bardzo niskie. Jeśli nie jesteś dietetykiem, jestem pewna, że podobne analogie znajdziesz w swojej branży. Pomyśl o liczbach. I wyciągnij wnioski!
A co z nazwiskiem w logo?
Dobra – symbole obgadane. Ale co z nazwiskiem? Wiele osób zakłada, że jeśli ich nazwisko jest jakoś charakterystyczne, to powinno się znaleźć w logo. I nie mam tu na myśli tylko formy typograficznej – chodzi o dosłowne ilustrowanie nazwiska. No bo skoro nazywasz się Lis, to może lisek? Nazywasz się Róża? To może róża w znaku? Żeby nie nawiązywać do nazwisk klientów, wezmę na tapet własne nazwisko (czy raczej nazwiska), a co!
Gdyby moje logo było dosłowne…
Nazywam się Grochowska-Pawłowicz. Gdyby moje logo miało to dosłownie oddać, to co? Groszek i Pawełek? Jak Pawełek to baton czy osoba o imieniu Paweł? Batonik jest prawnie chroniony, więc weźmy drugą opcję 😉 chociaż możemy też nawiązać do psa Pawłowa…
Wygenerowałam kilka takich „propozycji”. Słodko? Zabawnie? Może. Profesjonalnie? Ani trochę. Przede wszystkim dlatego, że nie powstało na bazie tego, czym się zajmuję, tylko na bazie nazwiska, na które – umówmy się – nie mam wielkiego wpływu. Logo powinno powstać na bazie strategii marki, nie Twoich wyobrażeń na temat Twojej osoby, a już tym bardziej nie na bazie imienia i nazwiska, o ile nie umiesz tego osadzić w kontekście.

Chociaż na pewno mając identyfikację wizualną w tym stylu, wyróżniłabym się na rynku projektantów…tylko nie w sposób, w jaki bym chciała 😉
Ciekawostka: z pasji ukończyłam dietetykę na Uniwersytecie Medycznym. Jako dietetyk popełniłabym aż dwa błędy – dosłowność z nazwiska i dosłowność wynikająca z branży!
W tym miejscu pozwolę sobie na anegdotę. Kiedyś Pani w urzędzie próbowała mi wmówić, że nazywam się Grochowska-Pan Łowicz. Pomijam już, że z tego co mi wiadomo, w Polsce nie można nadawać trójczłonowych nazwisk. Ale tutaj dopiero miałabym pole do popisu!

Rozumiesz ten absurd, prawda?
Dlaczego dosłowne logo nie działa?
1. Brak unikalności
To największy grzech dosłowności. Jeśli wszyscy w Twojej branży mają liść, piórko albo serce – to jak klient ma Cię zapamiętać? Dosłowne symbole wtapiają się w tło. Zamiast się wyróżniać, zlewasz się z tłumem.
2. Brak emocji
Dosłowne logo mówi, co robisz – ale nie mówi, kim jesteś. Nie wywołuje emocji. A decyzje zakupowe nie są czysto logiczne – są emocjonalne. Ludzie kupują marki, które czują. Symbole, które coś znaczą. Nie ilustracje usług.
3. Brak strategii marki i skupienie na sobie
Logo powinno być wynikiem strategii marki. Ma komunikować wartości, misję, charakter Twojej marki – ale też uwzględniać w tym klienta. Jeśli robisz znak tylko o sobie, to tworzysz markę dla siebie, nie dla odbiorcy.
4. Logo nie działa w próżni
Logo nie istnieje w oderwaniu od kontekstu. Umieszczasz je na stronie? To tam klient dowie się, kim jesteś i co oferujesz. Masz opisy, zdjęcia, nagłówki. Twoje materiały z każdej strony komunikują, czym się zajmujesz – logo nie musi (i nie powinno) tego robić.
Spójrz na marki globalne:
- Apple nie mówi o technologii.
- Chanel nie mówi o modzie.
- Nike nie mówi o butach.
Ale wszyscy znamy te marki. Robiąc generyczne logo takie jak wszyscy w Twojej branży, klient dokładnie tak będzie Cię postrzegał – jako jednego z wielu. A przecież nie o to chodzi. W świecie, w którym konkurencja jest ogromna, warto zapytać: czym naprawdę się wyróżniasz?
Co zamiast? Strategia, nie kalambury
Chcesz dobre logo? Zacznij od tego, czego symbolem powinno być. Bo logo to nie dekoracja. To esencja z tego, kim jesteś jako marka, co dajesz klientowi i czym różnisz się od innych.
Nie da się zaprojektować sensownego znaku, jeśli nie wiesz:
- do kogo mówisz,
- dlaczego robisz to, co robisz,
- czym różnisz się od konkurencji,
- jak chcesz, żeby klient się z Tobą czuł.
Branża jest drugorzędna.
Logo nie działa w próżni. Działa w kontekście Twojej strategii, tonu komunikacji, strony, zdjęć, produktów. Jest elementem systemu. Nośnikiem tożsamości, nie streszczeniem oferty. Dlatego gdy projektuję logo, zaczynam od strategii. Bo tylko wtedy mogę zaprojektować coś, co realnie wspiera rozwój MARKI.
Logo wisienka na strategicznym torcie. Ale bez tortu – sama wisienka nie robi na nikim wrażenia.
Zanim zrobisz logo, zadaj pytanie: co ma poczuć odbiorca? Jak ma się poczuć, widząc Twój znak? Jakie ma budzić skojarzenia, emocje? Jaka jest energia Twojej marki?
Dobry branding to:
- strategia,
- koncept,
- projekt,
- kontekst.
I dopiero wtedy logo ma sens. Ma znaczyć – nie tłumaczyć.
Nie prowadź firmy. Stwórz markę.
Większość polskich firm zamyka się po 2 latach preferencyjnego ZUS-u. Kolejne odpadają w ciągu 5 lat. Dlaczego? Bo mają działalność gospodarczą, firmę. Nie mają marki.
Firma to:
- NIP,
- faktury,
- ZUS i podatek.
Marka to:
- reputacja,
- emocje,
- decyzja klienta: „chcę od Ciebie”.
Generyczne logo to za mało. Pewnie powiesz: „Przecież logo to tylko jeden z elementów”. Tak, ale często to pierwszy, który widzi klient. I jeśli nie zatrzyma się przy nim na dłużej – nie będzie drążył dalej.
Masz dużo do zaoferowania? Świetnie. Ale jeśli Twoje logo wygląda jak gotowiec z banku ikon, to nie ma znaczenia, ile masz kompetencji. Klient poszuka u kogoś, kto go zaciekawi, wzbudzi emocje, da poczucie, że „to jest to”.
Masz markę jak wszyscy = jesteś jak wszyscy
Uważasz, ze w Twoim logo czarno na białym widać wszystko,czym się zajmujesz? To znaczy, że właśnie tyle masz do powiedzenia. Masz firmę oferujacą dany produkt czy usługę. Ale nie masz marki.
Podsumowanie
Czy logo powinno być dosłowne? Zapewne wiesz, już, że niekoniecznie. Twoje logo nie musi mówić, czym się zajmujesz. Powinno jednak coś znaczyć – być symbolem wartości, emocji i doświadczenia, jakie oferujesz klientowi.
Dosłowny znak to za mało. Silnej marki nie buduje logo z liściem, jabłkiem czy sercem. Budują ją strategia, spójna komunikacja i wrażenie, jakie Twoja marka wywołuje u klienta.
Marka nie powstaje przypadkiem. To rezultat świadomych decyzji. Zanim stworzysz logo, zbuduj fundamenty marki. Tylko wtedy Twój znak będzie niósł prawdziwe znaczenie.
Logo bez strategii marki pozostanie jedynie ozdobą. Owszem, może przyciągnąć wzrok, ale nie zatrzyma go na dłużej. A jeśli wypełnisz je wszystkimi oczywistymi znaczeniami, z czasem stanie się klatką dla Twojej marki – zamiast dawać przestrzeń do rozwoju, zacznie Cię ograniczać.

Chcesz zacząć budować markę świadomie? Mam dla Ciebie workbooka, dzięki któremu zbudujesz strategiczne fundamenty małej marki krok po kroku.
A jeśli chcesz stworzyć wizerunek marki, który nie będzie kalką Twojej konkurencji, po prostu napisz: contact@euflonica.com
Workbook: Stwórz markę, której nie da się zapomnieć!
Poprzednia najniższa cena: 99,00 zł.
Praktyczny workbook do samodzielnej pracy nad strategią marki – dla soloprzedsiębiorców i małych firm. 10 kroków, które pomogą Ci uporządkować chaos, znaleźć spójność i zbudować markę, której nie da się zapomnieć. Format PDF.

